Letnie kaprysy
Czyli sandały, skarpety, niskie sneakersy, kalosze i co tam jeszcze.
Te lato uważam za kapryśne, od upałów po deszcz i chłód, znów do upałów i tak dalej… Rozważania o pogodzie i ubraniach ciąg dalszy - temat przewodni to buty, buty na to dziwne lato.
Przyzwyczajonych do formy in-your-face uprzedzę, że ten tekst to nie będzie żaden poradnik. Raczej lekko autoironiczne zaproszenie do dialogu. Nie poradnik, bo mam nadzieję, że więcej pytań wywoła niż da odpowiedzi. Dlaczego autoironiczne?
Pierwszy akapit, start. Sandały to obuwie lata 2025. Sandały na salonach. W naszej bańce od sandałów aż huczy. W zeszłym roku się pojawiały, w tym roku trudno ich nie widzieć. Bez skarpet, w skarpetach, jak tam kto chce. Mnie się to podoba i to przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze czasami fajnie to wygląda, a po drugie otwiera drogę kolejnym wyśmiewanym nierzadko formom do szerszej grupy odbiorców.1 Czy kupiłbym dla siebie?


W lecie jeszcze częściej niż zwykle noszę loafersy. Do pełnego zadowolenia z dostępnych opcji brakuje mi jednej pary - idealnie jaśniejszy kolor zamszu, w wersji bez podszewki. Paradoksalne byłaby to u mnie najlepsza opcja na deszcz. Głównie z tego powodu taki model rozważam, choć oczywiście estetyka też mi siedzi. Widzę dla nich u siebie szerokie zastosowanie. Im jaśniej tym lepiej? Nie sądzę, żeby jaśniej znaczyło praktyczniej, ale jako osoba czyhająca na maksymalny vibe jestem gotów na ryzyko.
A opinię o użyteczności butów w zamszu bazuję na doświadczeniu z inną parą. Mowa o chukkach Alden 1493. To w ogóle w mojej opinii bardzo uniwersalny but. Na poparcie tezy powiem, że używam ich zarówno do garnituru, jak i jako pary do zadań specjalnych - do prowadzenia samochodu na trasie, na plażę, na ognisko - i właśnie na deszcz. Jeśli pogoda niepewna, zazwyczaj biorę właśnie chukka. Fajnie jednak byłoby mieć lżejszą opcję na cieplejszą część roku. W temacie butów na deszcz. A co przy konieczności (lub chęci, polecam!) wyjścia z domu przy pełnej ulewie? Kalosze! Nie żartuję, serio na duży deszcz są the best. W mieście też zdarzało mi się w nich wychodzić, co na fali gardencore’u przypadkiem było nawet w trendzie.

Ostatnio na Instagramie widziałem rolkę, w której twórca tejże, rekomendował oglądającym różne rodzaje butów, bazując na porównaniu dwóch opcji <dla faceta> i <dla mężczyzny>. Prawdziwego, autentycznego męskiego mężczyzny. Mężczyzny, któremu nie przystoi noszenie japonek bo… xD
Pytanie otwarte - czy warto i dlaczego dodatkowo antagonizować już i tak bardzo toksyczną i spolaryzowaną społeczność tylko po to, by promować taki a nie inny typ obuwia? A może to po prostu łatwy sposób na zdobywanie większej popularności? Make mężczyźni great again?!
Dalej. Sandały to menswearowa nisza, szersze kręgi zatacza trend na flat sneakers2. Może nawet zbliżamy się do peaku, bo takie buty robiły się popularne już jakiś czas temu (patrz przykład choćby Adidasów Samba). Od popularnych producentów do designerów, niskie sneakersy są wszędzie. Czy moda na delikatniejsze, niższe sylwetki butów szła równolegle też w naszej bańce? A może nawet wyprzedzała trend ogólny? Od dłuższego czasu przecież loafersy cieszą się większą popularnością niż buty wiązane, ale nawet w obrębie butów wsuwanych jest to widoczne. Lżejsze opcje jak belgiany (te to już zdążyły być w modzie, wyjść z mody i wrócić?), velvet slippers, czyli z braku lepszego tłumaczenia aksamitne kapcie3, czy choćby espadryle, cieszą się niezmiennie rosnącą popularnością.
Co ciekawe w kampanii marki Husbands niskie sneakersy, noszone w dodatku do tailoringu, pojawiły się już w 2022 roku. Razem ze skórzanymi butami za kostkę, ale kto przyjrzy się formie tych, raczej zgodzi się z tym co piszę.
Jak tak o tym myślę, to w przypadku butów żeglarskich jest to samo. Tu kilka lat temu raczej widywało się modele o mocniejszej, cięższej linii. A od pewnego czasu daje się zauważyć wersje delikatniejsze, bardziej eleganckie. Do głowy przychodzi mi model od Szwedów z Saman Amel, ale nawet stary dobry Paraboot ma coś takiego.4

No, to o takich rzeczach myślę, gdy bujam w obłokach w domu. Wbrew powszechnej w naszej bańce opinii o przemijającej modzie i ponadczasowości męskiej (hehe) klasyki, ja do obserwowania trendów zachęcam. Bo to dobra zabawa i można się wiele dowiedzieć. Ale zakupowych decyzji nie opieram o to co modne, tylko o to, co wpadnie mi w oko. Zapraszam do dyskusji.
W idealnym scenariuszu widzę tu docelowo zwiększającą się różnorodność i niszowość dostępnych na rynku produktów, a większa różnorodność to zawsze fajniej.
Fajny, lekko nerdowski tekst o tym u Highsnobiety.
Według wyszukiwarki tłumaczenie aksamitne kapcie “jest bardziej zgrabne i powszechnie używane”, niech tak więc będzie.
Paraboot swoją drogą ma w ofercie również sandały.



Wsuwanych butów nie lubię. Gdy Ty zakładasz zamszowe loafersy, ja wybieram zamszowe desert boots. Bez podszewki.
Na ulewę biorę wypastowane buty wojskowe, jak BW2005.